poniedziałek, 6 grudnia 2010

Maskary cz.II - Clinique High Impact oraz High Lenghts

Dzisiaj chciałam przedstawić Wam dwie kolejne rewelacyjne maskary - tym razem od Clinique'a. Obydwie bardzo lubię, obydwie zapewniają piękny efekt i obydwie bardzo polecam.

Zacznę od High Impact ponieważ jest to produkt znacznie dłużej obecny na rynku. Tusz  świetnie sprawdza się w dziennym, lekkim makijażu. Bardzo ładnie wygląda, nie skleja rzęs, nie osypuje się, bardzo łatwo się aplikuje, nie ma potrzeby rozczesywania i poprawiania nieskończoną ilość razy. Nie rozmazuje się. Pogrubia i podkręca rzęsy. Szczotka jest rewelacyjna /mam nawet jedną z poprzedniego opakowania wymytą i zostawioną do poprawek po innych eksperymentach ;)/, rozczesuje rzęsy, nie daje efektu pajęczych nóżek. Jeśli potrzebny jest totalnie teatralny wygląd, to na pewno trzeba bedzie chwilę powalczyć, ale nakładając kilka warstw można tym tuszem ten efekt uzyskać. Skutecznie wydłuża rzęsy. Oko jest bardzo ładnie otwarte. Maskara jest bardzo mocno napigmentowana - rzęsy są bardzo czarne, takie jakie powinny być. Producent zapewnia, że tusz jest absolutnie bezpieczny i przetestowany alergologicznie. Oczy nie pieką i nie łzawią. Maskara jest w zasadzie bezzapachowa. High Impact dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych - czarnej i brązowo-czarnej. Generalnie nie widzę minusów tego tuszu.





Drugi produkt to nowość Clinique'a, która oczarowała mnie juz od pierwszego użycia. Generalnie unikam maskar z grzebykami, zraziłam się kilkakrotnie efektem 'jednej sklejonej rzęsy'.  Ale High Lenghts zaskoczył mnie całkowicie. Rzęsy są do nieba. Naprawdę. Są maksymalnie wydłużone, pięknie rozdzielone, podręcone, tak jakby pełne życia i energii. Szczoteczka na początku może przerażać, ale aplikacja jest dziecinnie prosta. Ten mały, zakręcony, zielony grzebyczek dociera do każdej rzęsy, bez problemu maluje nawet te najkrótsze w kącikach. Dodaktowo jest elastyczny, więc nadmiar produktu pozostaje w opakowaniu. Tusz po aplikacji nie wymaga poprawek ani rozczesywania. Moim zdaniem efekt jest spektakularny i przechodzi oczekiwania. Maskara nie skleja, nie zostawia grudek, równomiernie się rozprowadza. Nie pogrubia rzęs w jakiś istotnie zauważalny sposób, ale wydobywa je i podkreślę raz jeszcze - wydłuża ekstremalnie. Czerń maskary jest bardzo głęboka, ale zarazem świeża. Tusz bez problemu można nałozyć kilka razy jeśli wymaga tego np. makijaż na wieczór. Jest tak jak poprzedni - bezzapachowy, przetestowany alergologiocznie i polecany nawet do wrażliwych oczu.


Obydwa tusze bez problemu utrzymują się na rzęsach cały dzień. Nie robi się panda, nie kruszą się. Nie sprawiają problemów podczas demakijażu. Bardzo lubię obydwa te produkty w makijażu dziennym. Tak jak pisałam już przy High Impact - ładnie otwierają oko, dodają świeżości, nie obciążają. Dają efekt taki z jakim w zasadzie, przynajmniej według mnie, kojarzy się marka Clinique - nie z ciężkimi, wieczorowymi makijażami, ale z czystością, świeżością i naturalnością.

Brak komentarzy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...